Rezerwacja online

Kasia Wilk powraca z nową energią i nowymi brzmieniami

Pozostaje jednak wierna swoim wartościom i długim włosom

Miałaś w swoim życiu różne długości włosów, którą lubisz najbardziej? Najczęściej widzimy Cię w długich włosach.
Kocham długie, piękne, zdrowe, lśniące, proste włosy i uważam, że moje włosy odpowiadają moim wymaganiom, dlatego rzadko bawię się długością. Wiem, co o proporcjach mówią zasady, że kobietom niskim długie włosy odbierają wzrost, ale nie przeszkadza mi to. Uważam, że to jest mój największy zewnętrzny kobiecy atut, który chcę eksponować. Włos ma być długi, lśniący i zdrowy, dlatego Piotr o niego dba.

W jaki sposób włosy są dla Ciebie związane z wizerunkiem scenicznym? Fryzura ma pasować na co dzień, czy wpływ na jej kształt ma jednak scena?
Lubię, jak włosy są uwolnione. Na scenie jestem dynamiczna i moje włosy żyją swoim życiem, mają właściwie swój własny rytm i ja to lubię. Chociaż moja muzyczna dusza ciągnie bardziej do afro skrętu, to nie zmieniam na siłę tego, co i tak jest już piękne i moje. Jestem rock-soulową dziewczyną, która kocha hip-hopowy look wymieszany z ćwiekami i afro robiłoby całą stylizację! Można się wtedy ubrać w zwykły dres i fryzura, mówiąc kolokwialnie, „zrobiłaby robotę”. Teoretycznie, bo w praktyce pozostaje mi tylko peruka. Mam świadomość, że skręt dla moich włosów jest zbyt problematyczny i wyniszczający, dlatego oszczędzam sobie tego typu wariacji. Nie lubię przesadnych loków, tapirów ani romantycznych upięć. Eksperymentowałam już sporo tylko po to, żeby za każdym razem wrócić do korzeni, czyli prostej, zdrowo wyglądającej fryzury.

Najwięcej zmian fryzur miałaś przy produkcji programu „Twoja twarz brzmi znajomo”.
Tak! Wtedy też zrozumiałam jedną rzecz: to nie moja sylwetka jest za duża, tylko moja głowa za mała! (śmiech) Jak mi doklejono twarz, włosy i miałam większą głowę, to nagle moja sylwetka zrobiła się proporcjonalna. I dlatego teraz wiem, że ważne są wszelkie fryzury, które odbijają włosy od skóry głowy, aby uzyskać efekt Adele. Ona od początku swojej kariery, mając większą wagę, wiedziała, jak się stylizować, by uzyskać proporcje, choć dla mnie najbardziej magiczny był jej głos, a nie stylizacje.

Jak trafiłaś do Piotra Sierpińskiego?
To stosunkowo dramatyczna historia, ale z „happy endem”. Swego czasu dostawałam mnóstwo propozycji skorzystania z różnych zabiegów na włosy i któregoś dnia uległam. Marzyły mi się szare włosy, chciałam się pobawić kolorem, ale żeby uzyskać chłodną szarość, trzeba rozjaśnić włosy praktycznie do białości. Kilka razy próbowałam je rozjaśniać, powoli, żeby ich nie uszkodzić. Niestety, w salonie, do którego zostałam zaproszona, pani spaliła moje włosy do 5 cm od skóry głowy, na całej długości. Wyglądałam jak bożonarodzeniowa choinka bądź Kopernik… Wyobraź sobie, jaki to był koszmar dla kobiety, która kocha długie, lśniące włosy… Moje włosy kruszyły się w palcach, chociaż wcześniej przeżywały naprawdę wiele, tym razem nie dało się ich uratować i moje poczucie rozpaczy sięgnęło zenitu. Wiedziałam, że Piotr jako jedyny specjalizuje się w doczepianiu włosów. Zadzwoniłam i desperacko poprosiłam o pomoc. Piotr przyjął mnie tego samego dnia i 2 godziny później wyszłam od niego z długimi włosami. Magia! (śmiech). Od ponad 5 lat widujemy się regularnie. Moje włosy już dawno odrosły, ale lubię kilka zagęszczających pasemek przy skroniach. Piotr stosuje wobec mnie indywidualne techniki montażu „kanapek”, bo jestem kobietą ADHD-ową, którą wszystko gryzie i jestem wyjątkowo upierdliwa (śmiech). Ale to oznacza, że Piotr jest mistrzem i wszystko się da! Nawet u mnie! Jak to działa – niech pozostanie tajemnicą.

Na Twojej głowie pojawiały się kolorowe pasemka, ale to brąz grał zawsze pierwsze skrzypce. Wyobrażasz sobie siebie w innym kolorze? Nadal marzysz o szarym?
Nie marzę już o szarym, ani chłodnym, ani o perfekcyjnym ciele, ani o mniejszych piersiach. Nie znaczy to, że nie mam marzeń. Akceptuję to, że mam to, co mam, i jest to ciepły odcień skóry i włosów, że mam konkretną sylwetkę i określony „vibe”. Do Piotra przychodzę od czasów „choinki” i właściwie nie mam ani oczekiwań, ani pytań – w pełni zdaję się na niego. Lubię brązowy i pasemka, o których wspomniałaś, tak aby w nich kolor grał jakąś rolę. Bywało, że miałam bordowe włosy do jakiejś sesji, beżowe, brązowe, wszystkie kolory, które odzwierciedlają naturalność. I bawię się refleksami, odcieniami. Mam ciepłą urodę i trudno jest ochłodzić moje włosy, choć w tym odcieniu wyglądają jak milion dolarów. Najlepiej czuję się we włosach takich, które odzwierciedlają moją naturę: przy skórze włosy muszą być ciemne jak krew w moich żyłach, a reszta to już inwencja Piotra. (śmiech) Mam do niego pełne zaufanie, nawet jeśli mi mówi, że zrobi różowe.

Który image sceniczny z perspektywy czasu jest dla Ciebie szczególny, wyjątkowy?
Jestem po tym względem niezwykle nudna i wierna swojemu wizerunkowi. Ubieram się w to, co mi najbardziej pasuje na dany moment i w czym jest mi najwygodniej. Lubię być w trendach, ale to nie one rządzą moim wizerunkiem. Lubię naturalność, eklektyzm, futurystkę, geometrię i klasykę. Lubię eksponować swoje atuty, ale najbardziej lubię wygodę, zwłaszcza na scenie. Niewygodny ciuch zapewne przełożyłby się na jakość wykonania, dlatego wiem, że to zbyt duże ryzyko i wolę czasem nie „dowyglądać”, ale za to dobrze zaśpiewać. Mój image sceniczny polega więc na luzie, sprawdzonych tkaninach, krojach i energetycznych kolorach. Lubię garnitury, które od lat nie wychodzą z mody! Poza tym męska energia we mnie dominuje.

Praca artystki jest wymagająca dla jej włosów – częste zmiany fryzur, duże ilości kosmetyków utrwalających poddają je sporej próbie. Jak na co dzień pielęgnujesz włosy, aby były w dobrej kondycji?
Staram się być dla moich włosów czuła. Dosłownie. Nie suszę ich, nie trę ręcznikiem, nie szarpię szczotką, nie stylizuję, kiedy nie mam publicznych wystąpień. Nie poddaję wysokiej temperaturze, staram się na noc splatać długie włosy w warkocz bądź koczek. Gdy nie muszę, to ich nie męczę. Dlatego w tygodniu wyglądam jak lump (śmiech). W ciągu 20 lat bycia na scenie wiele ze mną zniosły, więc pozwalam im odpocząć. Podczas wizyty u Piotra również proszę, by ich nie stylizował, bo one po samym wysuszeniu już spełniają moje oczekiwania. Latem je nawilżam i nie wystawiam ich na słońce. Moja fryzura na wakacje to klasyczny koczek, bo szkoda mi włosów, które są narażone na duże tarcie i wysokie temperatury. Wiem, ile te włosy przechodzą na różnych sesjach, koncertach, więc na co dzień staram się o nie dbać, olejować i nawilżać. Lubię tradycyjne metody pielęgnacyjne, ale też super nowoczesne odżywki i zabiegi u Piotra.

Gdyby Twoje utwory miały być fryzurą, to jak uczesane są melodie Kasi Wilk?
Byłoby to pół głowy gładkiej, a pół afro, gdzieś zamieściłabym klasyczny kucyk, a do tego warkocz! Może być? (śmiech) Tworzę muzykę pop, ją bardzo trudno zamknąć w jednej ramie, bo zawiera mnóstwo gatunków i różnorodnych elementów.

Okładki Twoich płyt prezentują dużą różnorodność. Są loki, proste włosy, ale też swego rodzaju kapelusz, tornado z włosów, ciekawa impresja. Czy to, co na głowie, odzwierciedla to, co w sercu i głowie? Obrazuje ładunek emocjonalny muzyki na danej płycie?
Gdyby spojrzeć na te zdjęcia jak na mój ładunek emocjonalny, to zdecydowanie tak, ale te okładki mają już swoje lata. Dziś moje emocje zobrazowałyby spojrzenie, ton, niewerbalna mowa ciała. Po kilkunastoletniej przerwie wracam do gry i chciałabym, żeby mój nowy wizerunek kojarzył się zupełnie inaczej, bardziej tajemniczo, świadomie. Jestem już innym człowiekiem niż rok, dwa, lata temu. Kiedyś byłam bardziej śmiała i nie zastanawiałam się nad tym, co będzie, gdy coś zrobię. To było takie „głupio odważne”, ale było moje i fajne! Dzięki temu byłam na scenie sobą, nie ograniczałam się, nie nakładałam na siebie presji i poczucia obowiązku spełniania czyichś oczekiwań, ale też swoich własnych wyśrubowanych standardów wobec siebie. Potem przyszły różne stany zwątpienia, które dyktowały mi jakieś konkretne wzorce i życie w automatyzmie. Dziś, z perspektywy czasu, bardziej doświadczona i pewna siebie, nie ulegam trendom i tańczę śmiało jak 20 lat temu, tylko inaczej. Ostatnia płyta ukazała się w 2011 roku i faktycznie miałam wtedy wielki bałagan w głowie i na głowie. Nawet chciałam się wówczas wytatuować, mieć dziewczynę z burzą włosów, w której jest tyle emocji, że aż wszystko wiruje, ale na szczęście się nie odważyłam. Włosami wyrażam też ekspresję artystyczną. Również tańcząc nimi na scenie!

Nawet w tańcu brzucha jest specjalna nauka tańca włosami! Można się śmiać, ale można nimi faktycznie wyrazić ekspresję.
Oczywiście! Zauważ, że nawet Beyoncé to robi – przerzuca włosy z jednej strony na drugą i są bardzo ważnym elementem choreografii. Na jednej sesji do okładki płyty tak zawirowałam włosami na sesji, że na zdjęciu wyglądają jak kapelusz, jak czapka, która jest synonimem różnych emocji i stanów. To o nią właśnie pytałaś. Często słyszałam „Kasia, gdzie Ty masz głowę?”. Ta okładka opowiada o chaosie mojego wewnętrznego świata. Nie tak dawno zagłębiłam się w tematy ADHD-owe i zrozumiałam, że „zadyma” w mojej głowie nie wzięła się znikąd i że ma prawo tam być. Zaczęłam nawet lubić się z nią, bo zrozumiałam, jakie mechanizmy we mnie rządzą. Warto jest wiedzieć o sobie więcej, zaczyna się wtedy stawiać pierwsze kroki do lubienia siebie i akceptowania tego, kim się jest.

To bardzo ważne, co powiedziałaś. Niewiele osób publicznych decyduje się na opowiedzenie o swoich trudnościach, zaburzeniach. Gratuluję Ci odwagi i szczerości. Być może Twoja historia pomoże innym, sprawi, że zadbają o siebie i swoją głowę.
Wiesz, ja na przykład całe życie się odchudzałam. I nic! Okazuje się, że ADHD-owcy, zwłaszcza kobiety, często mają problemy z zaburzeniami odżywiania, mają niskie poczucie własnej wartości, cały czas szukają atencji. Domyślam się, że każdy przechodzi to indywidualnie, ale moje „śmieszkowanie” i bycie „dla kogoś zawsze” było maską lęku przed odrzuceniem. Zrozumiałam to w pandemii, kiedy świat się zatrzymał i ja musiałam razem z nim. Był to piękny moment przebudzenia. Dopiero teraz umiem to wszystko nazwać i rozumiem, co czuję, jaka jestem. Świadomość tego, że świat bodźców, skupienie, logiczne myślenie i czytanie ze zrozumieniem nigdy nie będzie dla mnie łatwe zrozumienie tego było kluczem do dobrego i komfortowego życia, choć zdaję sobie sprawę, że przede mną jeszcze lata nauki. Zauważyłam też pewną zależność, która może być inspirująca dla osób, które właśnie czytają ten wywiad. Kiedy jestem dla siebie dobra – moja pewność siebie wzrasta.

Świetne zdanie! Myślę, że do zapamiętania dla wszystkich, aby być dla siebie dobrym. Nawiązując jednak do okładki z szaloną fryzurą – lubisz dodatki do włosów albo nakrycia głowy? Kapelusze, czapki, fascynatory?
Lubię, bo myślę, że to jest taki element mody, który dopieszcza całość. Bardzo często chodzę w baseball’ówkach. Często zakrywam siwe włosy czapką, chociaż wiem, że nie ma czego się wstydzić. Nakrycia głowy są jak biżuteria. Fascynatory rzeczywiście zakładałam w okresie, gdy stawiałam na klasykę, ubierałam wtedy ołówkowe sukienki i szukałam swojego wizerunku. A okazało się, że moim wizerunkiem jest po prostu roztrzepanie i swoboda – i witanie Opola w Sopocie! (śmiech) Dziś mam zupełnie inną wizję kreowania swojego wizerunku, bo uważam, że najważniejsza i najbardziej atrakcyjna jest autentyczność, niezależnie, czy mam na sobie dres, sukienkę, czy garniak. W tym duchu od kilku lat tworzę stroje dla kobiet. Zaczęłam od strojów dla kobiet morsujących, a dziś robię stroje na każdy sezon i co najważniejsze, na każdą sylwetkę czy rozmiar. Opieram się na idei ciało-inkluzywności, która nie, nie, nie i jeszcze raz nie – nie jest gloryfikacją otyłości! Czuję misję w tym, żeby pokazać, że nic z tego, co dotyczy naszego ciała, nas nie definiuje i każdy jego kształt jest zupełnie normalny, ma prawo być i możemy żyć pełną piersią. Ciało wysokie, pełne blizn, ciało niskie, szczupłe, grube, nieproporcjonalne, z biustem bądź nie, zrobione na barbie czy oćwiekowane. My wszystkie, wszyscy mamy prawo być, jacy chcemy. Dlatego nie musimy chować siwych włosów pod czapką! Nakryciami głowy, podobnie jak innymi elementami mody, możemy po prostu się bawić.

Dużo ważnych przekazów jest w tym, co mówisz. Czy wobec tego nowa płyta też będzie zawierała apel o samodbanie, kochanie siebie i akceptację swojego „ja”? Kiedy krążek się pojawi?
To wszystko ze sobą bardzo się wiąże. Piszę swoje piosenki, wiec trudno pominąć w tekstach moment otwierania oczu i przechodzenie transformacji. Mam na przykład piosenkę, która nazywa się „Dość dobry” i jest apelem o to, aby zauważyć w sobie, że jest się wystarczającym, opowiada o życzliwości i łagodności wobec siebie. Jest też „Ciągle mnie masz”, która ukazała się w czerwcu, z pięknym klipem z dzikimi zwierzętami w tle. Piosenka opowiada o tym, że czasem odpowiedzią nie jest odcięcie się od osoby, która „ciągnie w dół”, tylko bycie i trwanie przy niej. To jest lekcja człowieczeństwa i empatii. O ile ta relacja jest/była zdrowa i na to zasługuje. Sama jestem człowiekiem miliona szans. Milion szans sama dostałam i milion szans daję. Dobrze mi z tym! Na nowej płycie jest bardzo dużo tekstów o tym, jak zbalansować przeżycia z dzieciństwa oraz przyjemności i nieprzyjemności w życiu obecnym. Muzycznie idę w trochę inną, nową stronę i mam nadzieję, że płyta ukaże się w tym roku. Będą męskie chóry, zachrypnięty głos, bluesowe zacięcie, vintagowe gitary, organiczne brzmienia – natura! Tak jak te moje proste włosy z bajerami!

To jak „uczesana będzie” kolejna okładka płyty Kasi Wilk? Wiesz już?
Nie wiem, czy chcę być na tej okładce. Moją twarz wszyscy kojarzą, a chcę, żeby kojarzyli moją muzykę. Chciałabym umieścić na niej przepiękne kadry wody. Albo z wody! Woda od zawsze była moim głównym żywiołem. Fascynuje mnie, kręci i przeraża jednocześnie, ale też pozwala odpocząć. Mam do wody respekt i dzięki niej harmonizuję się z naturą. Mogę patrzeć na wodę godzinami. Szyję przecież stroje kąpielowe, to wszystko w jakiś sposób się łączy. Zobaczymy, jaką inspirację przyniesie mi nasza wodna sesja zdjęciowa.

Życzę Ci zatem nieustannej inspiracji, która metaforycznie – ciągle płynie. Trzymam mocno kciuki za spełnienie wszystkich planów. Bardzo dziękuję za rozmowę!
Dziękuję również!

Rozmawiała Gabriela Jelonek